Wrażenia z koncertu CANADIAN BRASS (12 października 2011 r.)

Pisane dla trębaczy przez trębaczy. ;)
Awatar użytkownika
Damian Ruskowiak
Ekspert
Ekspert
Posty: 1584
Rejestracja: 20 mar 2008, 11:43
Instrument/y: Bach Strad. 180 37G, CarolBrass 8880L-GSS(D)
Ustnik/i: GR 66L, GR 66MS, JK 5BFL
Lokalizacja: MIEJSKA GÓRKA - WLKP

Wrażenia z koncertu CANADIAN BRASS (12 października 2011 r.)

Post autor: Damian Ruskowiak » 16 paź 2011, 13:18

Obiecałem , że podzielę się z Wami wrażeniami z koncertu Canadian Brass. Zatem postarałem się napisać parę słów o wspaniałym koncercie doskonałego kwintetu.

Ten kto 12 października 2011 roku zagościł w murach Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku na pewno na długo zapamięta chwile tam spędzone. Wykonawcą koncertu był światowej sławy kwintet dęty blaszany CANADIAN BRASS. Zespół powstał w Toronto w 1970 roku z inicjatywy puzonisty Gene Watts’a oraz tubisty Chuck’a Daellenbach’a. I choć jego dzisiejszy skład jest już bardzo zmieniony to muzyka, którą prezentują pozostała taka sama – doskonała pod względem wykonania i brzmienia. Z pierwotnego składu w Gdańsku wystąpił tylko tubista Chuck. Reszta muzyków to nowy narybek zespołu – bardzo utalentowany i profesjonalnie realizujący swoje muzyczne zadania.

Gdy tylko dowiedziałem się o koncercie – od Michała Olejnika – od razu wykonując jeden telefon do kolegi bez zastanawiania się zamówiliśmy bilety. Pozostało tylko czekać na dzień koncertu. Było to o tyle ciekawe doświadczenie dla mnie osobiście, gdyż zwieńczeniem moich studiów na Akademii Muzycznej była praca dyplomowa na temat: Canadian Brass jako wiodący kwintet dęty blaszany II połowy XX i początku XXI wieku. Już wtedy drogą mailową kontaktowałem się z zespołom, zadawałem pytania, nawet udało mi się poprosić ich o autografy, które przesłał mi Jeff Nelsen (grający wówczas w CanBrass waltornista). Ucieszył mnie ich stosunek do mnie – człowieka, którego nie znają – otwarty, uprzejmy i nielekceważący. Równie dobrze mogli moje maile usunąć i nic sobie z nich nie robić. Słuchając nagrań zespołu byłem pod wielkim wrażeniem – pewnie jak większość z Was – stąd byłem bardzo ciekawy jak brzmią na żywo i jakimi są ludźmi w bezpośredniej relacji. Opisać wrażenia muzyczne będzie bardzo ciężko nie mniej postaram się Wam przybliżyć ten koncert. Filharmonia była wypełniona po brzegi – choć zauważyłem kilka wolnych miejsc – czyżby ktoś kupił bilet, a nie przyjechał? Jeśli tak, to nie wie, co stracił...
Zespół wystąpił w następującym składzie:
  • Brandon Ridenour – trąbka
  • Christopher Coletti – trąbka
  • Eric Reeds – waltornia
  • Achilles Liarmakopoulus – puzon
  • Chuck Daellenbach - tuba
Koncert rozpoczął się parę minut po 19:00 charakterystycznym utworem Just a closer walk, kiedy to CanBrass weszli na salę koncertową bocznym wejściem. Po usłyszeniu pierwszego akordu już wiedziałem, że warto było przejechać 400km w jedną stronę, aby ich posłuchać. Na scenie panował pełen profesjonalizm. Nie był on jednak sztywny, pełen niepewności i zamknięty w jakiś ramach „sztywnej imprezy”. Koncert prowadzili sami muzycy – humorystycznie, wesoło, z pełnym zaangażowaniem. Już patrząc na nich, jak poruszali się na scenie, można było zauważyć, że robią to z wielką radością, oraz że muzyka jest ich życiem. Wykonując canzony grali rozstawieni w 4 częściach Sali, a Tubista siedział między widownią grając swoją partię. Zaprezentowali utwory z nowej płyty Brahms on Brass – opowiadając żartobliwie, że Brahms nie napisał nic na kwintet, muzycy sami zaaranżowali utwory, które czasami brzmią jak piękne walce, a czasami jak „pijackie piosenki”. I rzeczywiście tak było. Każdemu jednak życzę wykonywania owych „piosenek pijackich” z taką precyzją. Nie obyło się także bez When the Saints go marching in ze słynną parafrazą z Alleluja Mesjasza. CanBrass to zespół, ale podczas koncertu każdy muzyk zaprezentował swoje solistyczne umiejętności potwierdzając swoją klasę. Pisząc pracę dyplomową natknąłem się na kilka cytatów, które idealnie pasują jako opis ich koncertu w Gdańsku:

„Koncert był prześmieszną mieszanką muzyki i teatru – tego typu rzeczy nie mają dla mnie realnej nazwy. Ktoś już wynalazł pojęcie sztuki, a to jest zbyt niezdarne. Oni są doskonałymi muzykami niezależnie od tego czy fałszują muzykę, czy grają poważnie.”
Citizen Ottawa

„Canadian Brass wywiązali się ze swego obowiązku... Była to mieszanka wirtuozerii, edukacji i rozrywki... Nie brzmieli płasko, ani nie poruszali się za wolno... Ciągle absorbowali uwagę i zaangażowanie słuchacza w koncert. Doskonała muzyka i doskonały duch muzyczny, a zarazem wspaniała zabawa.”
The New York Post

„Grali leżąc na ziemi, albo z dowcipem naśladując tancerki baletu.”
„To jeden z najlepszych zespołów na świecie. Cała piątka muzyków zbliżyła się do fenomenu pracując nad dynamiką, co pozwoliło wypełnić ich muzykę światłem i cieniem.”

The Washington Post

Te cytaty oddają w pełni to, co działo się na Sali koncertowej.
Warto napisać, że wszyscy muzycy kwintetu to doskonali instrumentaliści. Nie będę ich opisywał tutaj. Odsyłam Was na stronę Canadian Brass – możecie o nich poczytać.

Jeśli chodzi o warsztat wykonawczy to chyba nikt nie będzie miał pytań – brzmienie, technika gry, łatwość operowania różnymi rejestrami, lekkość odnajdywania się w różnych rodzajach muzyki sprawiało, że koncert słuchało się niezmiernie miło oraz z wielkim zaangażowaniem. Zespół absorbował słuchacza w 100%. Znany już obrót trąbki Vizzutti’ego podczas grania wykorzystał Daellenbach grając na tubie – wyobraźcie sobie obrót tubą przy jednoczesnej grze. Wielka klasa! Trudno coś tutaj już więcej opisać – to trzeba było usłyszeć i zobaczyć, gdyż koncert, jak przeczytaliście był mieszanką muzyki, teatru i baletu. Żadne nagranie nie odda koncertu na żywo. To był perfekcyjny występ! Nie dosłuchałem się momentu, który mógł mi się nie spodobać. Naprawdę. Nawet nie wiem, czy można jakoś ich zaszufladkować - to MASTER CLASS, najwyższa półka, Champions League czy jak kto jeszcze woli w innych słowach szukać synonimów tych określeń. To jednak, co brzmiało na Sali i ciągle brzmi w uszach tych, co byli, jest rzeczą bezcenną.

Po koncercie jak gdyby nigdy nic muzycy wyszli do kuluarów, zaczęli rozdawać autografy, rozmawiać, chętnie robili sobie zdjęcia. Pokazali, że poza sceną nie są zadufani w sobie nosząc brzemię słynnego CANADIAN BRASS. Normalni, zwykli, fajni ludzie. Potwierdziło to moje domysły, które w jakimś stopniu doświadczyłem wcześniej kontaktując się z nimi podczas pisania pracy dyplomowej. Nie mogłem nie wykorzystać okazji, aby pokazać im moją pracę. Bardzo się ucieszyli, po czym Chuck Daellenbach napisał mi swój adres na teczce i powiedział: „I want to have this book. You must copy this one and send me, as soon as possible” czyli, że chce mieć tę pracę i mam mu ją wysłać tak szybko. jak to możliwe. Ucieszyło mnie to niesamowicie. Porozmawialiśmy z nimi, porobiliśmy zdjęcia – było naprawdę bardzo miło i sympatycznie.

Opuszczaliśmy filharmonię jako ostatni słuchacze. Przygotowując się do drogi powrotnej staliśmy chwilę przed autem zaparkowanym obok filharmonii. Po chwili muzycy wyszli sobie z instrumentami na plecach, w garniturach, w których grali koncert i poszli sobie nad Motławę popatrzeć i porobić zdjęcia – jak gdyby nigdy nic.
Tak jak napisałem w ShoutBox'ie – było bomba, a kto nie był ten trąba !!! Te słowa podtrzymuję!

Tutaj macie mały fotoreportaż z koncertu.

Jeśli ktoś z Was był, a chciałby dodać coś od siebie niech napisze swoje odczucia.

Damian Ruskowiak
Ostatnio zmieniony 16 paź 2011, 22:14 przez Damian Ruskowiak, łącznie zmieniany 1 raz.
"...Walki nie toczy się z instrumentem. Walkę toczy się z samym sobą..." (Vincent Cichowicz)

Awatar użytkownika
Michał Olejnik
Ekspert
Ekspert
Posty: 325
Rejestracja: 5 lip 2006, 16:14
Instrument/y: 2xGetzen, Conn, Kanstul, Stomvi...
Ustnik/i: 4MD&9
Lokalizacja: Błażejewo/Poznań
Kontakt:

Post autor: Michał Olejnik » 16 paź 2011, 21:31

Cóż mogę dodać... Damian napisał wszystko. Najlepszy koncert na jakim bylem w życiu :) :trumpet:
>>>STOMVI & CONN & GETZEN TRUMPET PLAYER<<<
>>Ratownik Drogowy PZM<<
>>Sędzia Sportu Samochodowego AW<<

Awatar użytkownika
Kamil
Administrator
Administrator
Posty: 1353
Rejestracja: 16 cze 2006, 19:52
Instrument/y: B&S 3137
Ustnik/i: Marcinkiewicz E17, JK 3C
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Post autor: Kamil » 16 paź 2011, 22:17

Cóż, pozostaje cieszyć się Waszym szczęściem. ;)

Damian, bardzo ciekawa historia z tą pracą! Chętnie byśmy wszyscy zobaczyli pamiątkowe zdjęcia, pochwalcie się! :)
„Life is something like a trumpet. If you don't put anything in, you won't get anything out.”

Awatar użytkownika
Damian Ruskowiak
Ekspert
Ekspert
Posty: 1584
Rejestracja: 20 mar 2008, 11:43
Instrument/y: Bach Strad. 180 37G, CarolBrass 8880L-GSS(D)
Ustnik/i: GR 66L, GR 66MS, JK 5BFL
Lokalizacja: MIEJSKA GÓRKA - WLKP

Post autor: Damian Ruskowiak » 16 paź 2011, 22:25

Z pracą faktycznie tak było :) Właśnie jestem na etapie przygotować do wysłania jej do Kanady.
Zatem aby nie dublować za dużo zdjęć przedstawię jedno pamiątkowe :)
Nasza ekipa wyjazdowa wraz z CanBrass czyli:
Rysiu, Chuck, Eric, Damian, Achilles, Przemek, Dawid, Chris i Brandon.
Niezapomniane chwile, niezapomniane :) :) :)

Obrazek

Każdemu życzę takich wrażeń !!!
"...Walki nie toczy się z instrumentem. Walkę toczy się z samym sobą..." (Vincent Cichowicz)

Awatar użytkownika
Kamil
Administrator
Administrator
Posty: 1353
Rejestracja: 16 cze 2006, 19:52
Instrument/y: B&S 3137
Ustnik/i: Marcinkiewicz E17, JK 3C
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Post autor: Kamil » 16 paź 2011, 22:30

Dołącz pozdrowienia od Trumpeters.pl. ;)

Ekstra, już po samych strojach widać profesjonalizm. :) Kolejny koncert będzie mój. :P
„Life is something like a trumpet. If you don't put anything in, you won't get anything out.”

Awatar użytkownika
Damian Ruskowiak
Ekspert
Ekspert
Posty: 1584
Rejestracja: 20 mar 2008, 11:43
Instrument/y: Bach Strad. 180 37G, CarolBrass 8880L-GSS(D)
Ustnik/i: GR 66L, GR 66MS, JK 5BFL
Lokalizacja: MIEJSKA GÓRKA - WLKP

Post autor: Damian Ruskowiak » 16 paź 2011, 22:34

Na prawdę polecić koncert to za mało. Kolejnych koncertów NIE WOLNO nam przeoczyć !!! To brzmi jak rozkaz ale za tak niewielkie pieniądze przeżyć taką muzyczną ucztę to jest coś niebywałego !!!
"...Walki nie toczy się z instrumentem. Walkę toczy się z samym sobą..." (Vincent Cichowicz)

Awatar użytkownika
Damian Ruskowiak
Ekspert
Ekspert
Posty: 1584
Rejestracja: 20 mar 2008, 11:43
Instrument/y: Bach Strad. 180 37G, CarolBrass 8880L-GSS(D)
Ustnik/i: GR 66L, GR 66MS, JK 5BFL
Lokalizacja: MIEJSKA GÓRKA - WLKP

Post autor: Damian Ruskowiak » 16 paź 2011, 23:01

Wracając jeszcze do koncertu. Przypomniał mi się pewien cytat z mojej pracy. Przytoczę go Wam gdyż zapewne niewielu wie o takich rzeczach. Chodzi o podsumowanie koncertowej i edukacyjnej działalności zespołu. Słowa padły 15 maja 1992 roku podczas wręczania zespołowi tytułu Honorowego Doktora Muzyki New England Conservatory of Music. Będą chyba najdoskonalszym uzupełnieniem tego tematu:

&#8222;Od początku istnienia w 1867 roku, New England Conservatory of Music przyznało tytuł honorowego doktora muzyki tylko 123 razy. Dziś jest pierwszy raz kiedy tytuł ten przyznajemy zespołowi.
Canadian Brass nie są tylko zwykłym zbiorowiskiem muzyków, są wybitnymi, kreatywnymi jednostkami. Od kiedy powstali w 1970 roku zespół wyzwolił kwintety brass z muzycznej peryferii bez początkowej wiary w ich sukces. Kompozytorzy szukali sposobności i możliwości komponowania dla nich. Zespół stwarzał morze zmiennych opinii, smaku oraz komentarzy.

Zawsze mówili, że &#8216;Ich rolą nie jest wprowadzać muzykę do publiczności, ale publiczność do muzyki&#8217; dlatego też ich muzyka jest bardzo dostępna &#8211; jest zabawna do tego stopnia, że nikt nie może się jej oprzeć poprzez showmańskie sztuczki. Nie bali się aby klasyczność wyrzucić z muzyki klasycznej (&#8230;) nie można powiedzieć, że zmienili wszystko w relacjach muzyka klasyczna - publiczność, ale sprawili, że pokochała ich publiczność na całym świecie. Ludzi, dla których grali, którzy mieli okazję ich dotknąć i zobaczyć w koncercie na żywo jest niewyobrażalnie duża liczba. Niech nikt nie myśli, że wszystko jest obleczone w żart o muzyce. Ich koncerty pokazują mistrzostwo gry na instrumentach oraz wyznaczają nowy standard stylu i wirtuozerii. Krytyka napisała o nich, że są &#8216;zespołem muzycznej jednomyślności&#8217;. Muzyka Canadian Brass prowadzi także całą generację dzieci i młodzieży w dążeniu do ich celów. Nigdy nie zaniechali swej roli w edukacji. Zawsze znajdowali w swoim harmonogramie czas dla dzieci, młodzieży w szkołach podczas apelów, organizowali klasy mistrzowskie dla młodych muzyków, a także nagrywali szkoły dając instrukcje na video. (&#8230;)

Fundator New England Conservatory, Eben Tourjee, był przedsiębiorcą. Wierzył w postęp. Każdy z członków Canadian Brass jest wyuczony i uczy w tradycji mistrz-uczeń, w czym przewodzi nasze Konserwatorium. Tourjee byłby z Was dumny. Swoją muzyczną edukację zaczerpnęliście nie z istniejących norm lecz ze swojej indywidualnej kreatywności czym odkryliście swoją własną drogę.

Muzycy Canadian Brass nie tylko grają na instrumentach pokrytych 24 karatowym złotem, lecz sami w sobie są 24 karatowym, muzycznym złotem&#8221; .
"...Walki nie toczy się z instrumentem. Walkę toczy się z samym sobą..." (Vincent Cichowicz)

Awatar użytkownika
seba7207
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 67
Rejestracja: 28 lip 2011, 22:00
Instrument/y: Bach Stradivarius 37 ML
Ustnik/i: Josef Klier 5C, Yamaha 17C4GP
Lokalizacja: Koszalin

Post autor: seba7207 » 28 paź 2011, 22:38

Damian, zazdroszczę szerze. Następnego koncertu napewno nie opuszczę. Swoją drogą gdzieś mi to umknęło. A miałbym niedaleko - 200km. Podrawiam
NIGDY NIE JEDZ ŻÓŁTEGO ŚNIEGU!!!

Awatar użytkownika
mutucar89
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 149
Rejestracja: 12 sty 2010, 20:26
Instrument/y: getzen 300
Ustnik/i: Yamaha 16C4-GP
Lokalizacja: Poznań

Post autor: mutucar89 » 27 lut 2016, 00:07

Podepnę się troszeczkę pod temat, trochę stary - lecz myślę, że warto. Miałem okazję byc na ich koncercie, który odbył się 16 stycznia w Sali ICE w Krakowie. Przegapiłem ich koncerty we wcześniejszych latach i mimo, że trzeba było przejechac pół Polski to tak jak poprzednicy mogę powiedziec, że był to najlepszy koncert jaki w życiu widziałem i słyszałem. Teoretycznie Canadiani występowali z chórem Puellae Orantes. Jako, że wielbicielem chórów nie jestem i skupiłem się w większości na ich muzyce i dla nich byłem pewnie jako jeden z pierwszych kupujących bilety.

Skład zmienił się w porówaniu do występującego poprzednio. Zmienił się trębacz, teraz tą funkcję pełni Caleb Hudson i na waltorni gra Bernhard Scully.

Sama sala ICE w Krakowie robi bardzo pozytywne wrażenie pozatym samo miasto jest bardzo atrakcyjne turystycznie i warto było poświęcic cały weekend. Oczywiście koncert był tą wisieńka na torcie.

Zaczeli standardowo Just closer walk wchodząc tylnym wejściem. Potwierdzam słowa Damiana, poezja od pierwszego akordu, lekkosc gry i zabawa dzwiękiem , coś niesamowitego. Kolejno zagrali ,,eksperyment'' Chuck siedzący jeden rząd podemną i reszta muzyków ustawionych w kopertę. Kumulacja dźwięków w publice. Wrażenia lepsze niż w kinie domowym. :] Zagrali kolejno Canon słynne twierdzenie Chucka ,,I will play it again, again, again... and again'' usiadł sobie po turecku na scenie i grał tak jak mówił. Lot trzemiela już jest u nich standardem. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiła little fugue in G . Do dzisiaj mi to gra w głowie, ta ich lekkośc i frajda z gry. Kolejno grali też Penny Lane, to co Kaleb wyprawia na trąbce piccollo... dla mnie jako amatora niepojęte, skala, wszystko trafione w punkt, dopieszczone w każdym calu. Tribute to the Ballet - Chris z Kalebem robią sobie selfie podczas grania. Co chwila wprowadzają coś nowego, na czasie - genialnie im to wychodzi. Spontanicznosc, profesjonalizm do tego dawka świetnego humoru.

https://www.youtube.com/watch?v=l1RYyz04JEo w tym kawałku nagranym przez któregoś z widzów. To co wyprawia Achilles na puzonie i Bernhard na waltorni przeszło moje pojęcie.( ich dialog 1:09, podjazdy w 1:22, solo puzonu 1:43 i zejście do [ppp] 1:51 ) Nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałem. Dla zwykłego widza, coś tam sobie grają na tych ,,trąbkach'' my ludzie z tej branży mamy zupełnie inne doświadczenia i doznania.

W drugiej częsci Canadiani wystąpili razem z chórem akompaniując do Polskich kolęd i pastorałek. Na moje wyszło to dosyc eksperymentalnie i średnio udanie. Żeński wokal + plus kwintet jakoś mnie nie przekonało. Bardziej oczekiwałem na bis w wykonaniu kwintetu niż dalszą czesc koncertu razem z chórem. Zdecydowanie się nie zawiodłem. Owacji na stojąco nie było końca. Naprawdę, żałowałem że koncert się skończył a bawiłem się znakomicie przy ich dźwiękach.

Potwierdzam, to bardzo fajni, sympatyczni, wyluzowani i skromni ludzie. Po koncercie wychodzą do publiczności, rozdają autografy, robią zdjęcia, sprzedają płyty i inne gadżety. Z każdym członkiem zespołu miałem okazję osobiście porozmawiac. Wymienic uścisk dłoni i swoje spostrzeżenia. Każdy z nich jest mistrzem swojego instrumentu i wywarł na mnie wielkie wrażenie. Nie sposób kogoś wyróżnic. Nie mogłem się powstrzymac i Chuckowi powiedziałem ( a sam gram również na Tubie ), że dla mnie jest arcymistrzem i największym autorytetem wśród muzyków. Zaznaczyłem również, że powinni częściej odwiedzac Polskę lub chociażby Europe, bo to co wyprawiają i pokazują - słowo Amazing to za mało.

Ta muzyka chodziła za mną cały weekend spędzony w Krakowie. Naprawdę potwierdzam to co wcześniej mówiłem. Dla mnie jako muzyka na dęciaku był to najlepszy koncert jaki słyszałem. :trumpet: :trumpet:
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.

ODPOWIEDZ